Witajcie kochani ;*
Nareszcie udało mi się naskrobać dla Was nowy rozdział. Wyszedł mi dłuższy niż był w planach, ale mam nadzieje, że nie zaśniecie ;)
Liczę, że następny pojawi się szybciej niż ten, ale niczego nie obiecuję. Za tydzień zaczynam ferie, więc może coś dla Was napiszę ;)
Mam też dla Was niespodziankę. Ostatnio wspominałam Wam, że mam w głowie pomysł na nowe ff. Tak się składa, że zrobiłam już do niego zwiastun ;)
O to on:
O to on:
Napiszcie mi czy warto pisać i co w ogóle o nim sądzicie ;)
No i już nie zanudzam ;)
Miłego czytania robaczki ;**
Miłego czytania robaczki ;**
________________________________________________
There’s no filling up your spaces with fictionary places
Imaginary faces they don’t work at all
Imaginary faces they don’t work at all
Poczułam ogromną ulgę, gdy tylko wyjechaliśmy z miasta. Mimo iż ten drań był
dalej na wolności, czułam się o wiele lepiej i bezpieczniej. Silne ramiona
Louisa, które mocno mnie obejmowały, utwierdzały mnie tylko w tym przekonaniu.
Ciepło jego ciała i bijące spokojnie serce koiły moje nerwy. Przed nami
rozciągała się jedynie pusta droga, a pogoda mimo tej pory roku była w miarę
znośna.
Rozejrzałam się po samochodzie. Musiałam przyznać, że Liam
dbał o swoje dziecko i auto lśniło czystością. Zastanawiało mnie czy
Mathilde nie maczała w tym palców. Payne skupiony na drodze wystukiwał rytm
piosenki lecącej w radio na kierownicy i cicho ją nucił. Louis bawił się moją
dłonią i co jakiś czas gilgotał moją skórę. Mój wzrok zatrzymał się chwile dłużej
na milczącym Mulacie. Jako jedyny nie odzywał się przez całą drogę i bez emocji
wpatrywał się w przednią szybę samochodu. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że
przyjechał razem z nimi. Miałam go za gnojka bez uczuć, który chciał mnie
jedynie wykorzystać.. Myliłam się.
Kiedy wreszcie moim oczom ukazał się Londyn, uśmiechnęłam się pod nosem.
Musiałam przyznać, że polubiłam to miasto. Nie wiedziałam czy spowodowane to
było jego własnym, unikalnym urokiem czy może ludźmi...
Louis przypomniał mi o swojej obecności i przysunął swoją
twarz do mojego ucha.
- Kocham Cię - szepnął lekko zachrypiałym głosem,
sprawiając, że moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Uśmiechnęłam się do
niego i zagryzłam delikatnie swoją wargę. Nie musiałam długo czekać i po chwili
przysunął się do mnie bliżej. Złączył nasze usta w przyjemnym pocałunku. Nigdy mi się to nie znudzi.
- Kocham cię Louis - powiedziałam pewnie i wtuliłam się
bardziej w jego tors. Chłopak pocałował z czułością czubek mojej głowy.
Zdziwiłam się, kiedy Liam podjechał pod blok Malika.
Spojrzałam pytająco na Louisa, ale chłopak był tak samo zaskoczony jak ja.
- Zayn nie jedziesz z nami? - spytał go.
- Nie, dzięki. Za dużo wrażeń jak dla mnie - powiedział i
otworzył drzwi – Na razie – dodał i zamknął za sobą drzwiczki samochodu. Niewiele
myśląc odpięłam swój pas i chwyciłam za klamkę. Poczułam na sobie wzrok Louisa.
Odwróciłam się i pocałowałam go czule.
- Za chwile wracam - dodałam i wysiadłam z auta.
Mulat szedł przygarbiony szybkim krokiem w kierunku swojej
klatki, a ja pobiegłam do niego.
- Zayn! - chłopak odwrócił się lekko zaskoczony - Zaczekaj!
Zatrzymał się i po chwili stałam na przeciwko niego.
- Ja… - zaczęłam, ale chłopak od razu mi przerwał.
- Chcesz wejść na górę? - spytał niepewnie - No wiesz... Po
swoje rzeczy i w ogóle...
- Okej - wydukałam i ruszyłam za chłopakiem. Dawno nie
czułam się tak niezręcznie. Szliśmy w kompletnej ciszy i żadne z nas nie
planowało jej przerywać. Czas jakby
kompletnie się zatrzymał.
Kiedy znaleźliśmy się pod drzwiami jego mieszkania, chłopak
otworzył je spokojnie i wpuścił mnie przodem do środka. Musiałam przyznać, że
od mojej ostatniej wizyty niewiele się tu zmieniło. Może poza kilkoma ubraniami
porozrzucanymi w salonie.
Zayn jakby nigdy nic skierował się do kuchni i podszedł do
zlewu. Odkręcił spokojnie kran i nalał sobie wody do szklanki. Odetchnęłam głęboko
i poszłam do mojego pokoju. Wszystko
było w dokładnie takim samym stanie jakim go zostawiłam. Czułam się cholernie
dziwnie. Odrzuciłam jednak kłębiące się w głowie wątpliwości. Otworzyłam wysoką
szafę z ubraniami i sięgnęłam po leżącą na dnie torbę. Spakowałam wszystkie
swoje rzeczy i odwróciłam się w stronę łóżka. Pościeliłam je i wzięłam torbę do
ręki. Wyszłam z sypialni i zamknęłam za sobą drzwi. Zayn stał oparty o jedną ze
ścian w przedpokoju i obserwował moje ruchy. Sama nie byłam pewna co powinnam
zrobić. Pożegnać się? Podziękować? Ale przede wszystkim jak to zrobić?
- Kochasz go? – spytał niespodziewanie, a ja próbowałam
wyczytać z jego twarzy jakieś emocje. Skurczybyk był dobry w ich ukrywaniu.
Postawiłam torbę przy swoich nogach.
- Sprawia, że czuję się bezpieczna. Opiekuje się mną.
Rozumiem go bez słów i uwielbiam, kiedy trzyma moją dłoń w swojej. Tak, to chyba
jest miłość – mówiłam, patrząc prosto w jego oczy. Sama nie byłam pewna co w
nich widziałam. Miałam dziwne wrażenie, że moje słowa sprawiają mu… ból? Tego nie byłam pewna.
- To dobrze. On też cię kocha – zapewnił mnie – Zasłużył na
takiego kogoś jak ty.
- Zayn do czego ty zmierzasz? – zaczynałam się gubić.
- Dobrze, że jesteś szczęśliwa. Zasłużyłaś na to – spuścił swój
wzrok.
- Dziękuje…
- Za co? – spojrzał w moje tęczówki.
- Za wszystko. Że mi pomogłeś na początku i że przyjechałeś
po mnie. Dziękuje Zayn. Wcześniej nie umiałam tego docenić…
Chłopak podszedł do mnie i złapał mój podbródek. Drugą ręką
złapał kosmyk moich włosów i delikatnie umieścił go za uchem.
- To ja ci dziękuje – szepnął, ale zauważył moje zdziwienie
na twarzy i dodał – Dzięki tobie pogodziłem się z Louisem i chyba zmądrzałem…
tak myślę.
- Ty myślisz? – spytałam ironicznie. Uśmiechnął się tylko. Nie
mogłam się powtrzymać. Uwielbiałam się z nim droczyć. Wcześniej już bym za to
dostała, ale stojąc wtedy przed nim nie bałam się już go. Już nie.
- Też się dziwie – odgryzł się i ponownie spoważniał –
Zanim pójdziesz…
- Tak?
- Mogę coś zrobić? Obiecuję, że potem będzie tak jak
dawniej. Jeśli nie będziesz chciała to nie będę cię męczył moim towarzystwem –
zapewnił mnie, a ja czekałam na to co miało się wydarzyć. Spojrzał ponownie w
moje oczy, jakby czekał na pozwolenie. Kiwnęłam głową na zgodę nie do końca
wiedząc co mnie czeka. On przysunął się bliżej i po chwili nasze twarze
dzieliło tylko kilka centymetrów. Niepewnie złączył nasze wargi. Był cholernie
delikatny jakby bał się, że za chwilę go odepchnę. Nie zrobiłam tego.
Zaskakując samą sobie, objęłam jego kark i oddałam pocałunek. Ciepło jego
oddechu było niezwykle przyjemne. Mimo to nie czułam tego co z Louisem. Nie
miałam tych niekontrolowanych dreszczów na skórze, ale to także było bardzo przyjemne
uczucie. Nie robił tego brutalnie tak jak kiedyś. Zrobił to spokojnie i z
uczuciem.
Odsunął się ode mnie po chwili i ponownie spojrzał w moje
oczy.
- Dziękuje – szepnął, a ja się lekko uśmiechnęłam – Louis to
szczęściarz.
- Odezwij się czasem – powiedziałam pewnie.
- Odezwę – zapewnił mnie i otworzył mi drzwi – Trzymaj się
Isabella – powiedział na pożegnanie i cmoknął mój policzek.
- Żegnaj piękny – puściłam mu oczko i ruszyłam na klatkę.
Słyszałam jego śmiech za plecami i się odwróciłam. Stał oparty o framugę i
czekał aż pójdę. Już nie ukrywał swoich emocji. Jakby narodził się na nowo.
Usłyszałam dźwięk sygnalizujący przybycie windy i po raz
ostatni spojrzałam na chłopaka. Uśmiechnęliśmy się do sobie i weszłam do windy.
Wcisnęłam przycisk parteru. Czułam się dużo lepiej niż wjeżdżając na górę. Ciężar
niepewności i uczucie zagubienia zniknęło. Poczułam się o wiele lżej.
Opuściłam klatkę i ruszyłam na parking. Louis i Liam stali
oparci o samochód i o czymś rozmawiali. Kiedy mnie dostrzegli, Tomlinson
podszedł do mnie szybkim krokiem. Zabrał z mojej dłoni torbę i musnął moje
usta.
- Nareszcie. Myślałem, że się rozmyśliłaś – powiedział.
- Nigdy – puściłam mu oko i złapałam jego wolną rękę.
Wróciliśmy razem do Liama i Louis zapakował do bagażnika mój bagaż. Wsiedliśmy
we trójkę do samochodu i pojechaliśmy do mieszkania Payne.
Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Weszliśmy razem
do domu przyjaciół Louisa i od progu powitał nas niesamowicie smakowity aromat.
Mój żołądek jak na zawołanie przypomniał o sobie, wydając z siebie dziwne dźwięki.
Oblizałam tylko swoją wargę i zdjęłam swoje buty. Louis wziął ode mnie kurtkę i
ruszyłam do kuchni. W pomieszczeniu Mathilde przygotowywała stół, a w
piekarniku dostrzegłam blachę pełną pyszności.
- Cześć Tilly – usłyszałam głos Louisa za sobą i po chwili
poczułam jak obejmuję moją talię. Oparł swój podbródek o moje ramię i mocno
wtulił się w moje ciało.
- Nareszcie – odetchnęła lokowana – Jeszcze chwila i moja
zapiekanka się sfajczy.
Razem z Louisem zaczęliśmy się śmiać. Payne podszedł do
swojej dziewczyny i czule ją pocałował na przywitanie.
- Witaj piękna – szepnął jej do ucha, a ona tylko się
uśmiechnęła.
- Siadajcie, bo brzuch Isabelli słychać w całym domu –
pokazała mi język, a na moich policzkach pojawiły się lekkie rumieńce.
- Chodź – usłyszałam roześmiany głos Louisa i usiedliśmy we
dwójkę obok siebie. Po chwili Mathilde wyjęła z piekarnika pysznie wyglądającą
zapiekankę. Kiedy chwyciła nóż by ją pokroić, nawet Liam uciekł z jej pola
widzenia i usiadł posłusznie na wolnym krześle naprzeciwko Louisa. Mój chłopak
złączył nasze dłonie pod stołem i uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam jego
gest i mocnej ścisnęłam jego rękę. Sekundę później przed moim nosem znalazł się
cudownie wyglądający kawałek zapiekanki.
- Smacznego – powiedziałam i nie czekając na innych
chwyciłam swój widelec. Nadziałam na niego kawałek potrawy i wsadziłam go do
ust. Smak był przecudowny. Mimo rozmiarów mojej porcji pochłonęłam ją w
zadziwiająco szybkim tempie. Gdy skończyłam, oblizałam jeszcze swój widelec i
oparłam się z ulgą o krzesło.
- Smakowało? – lokowana patrzyła na mnie z uśmiechem.
- Nawet nie wiesz jak. Dziękuje – uśmiechnęłam się do niej
szeroko – Musisz dać mi jakiś przepis, bo takiej zapiekanki to jeszcze nie
jadłam.
- Da się zrobić – odpowiedziała i wstała od stołu – Chodź Bella.
Idziemy do salonu, a oni niech tu ogarną – dziewczyna posłała buziaka swojemu
chłopakowi w powietrzu i wyprowadziła mnie z kuchni za rękę.
- Jak zawsze – usłyszałam zrezygnowany głos Louisa i
zaczęłam się śmiać.
- Nie martwisz się o kuchnię? – opadłam ze śmiechem na
kanapę, a ona tylko zaczęła się śmiać i włączyła telewizor.
- Daj spokój. Będzie okazja zrobić remont – wzruszyła ramionami.
Lokowana skakała po kanałach, szukając czegoś godnego uwagi,
a ja przetarłam swoje zmęczone oczy.
- A ty jak się czujesz? – spytała.
- Lepiej – uśmiechnęłam się lekko.
- To dobrze – przytaknęła – A co zamierzasz teraz zrobić?
- Nie wiem… Wreszcie sama mogę podjąć decyzję. To takie
niesamowite i przerażające jednocześnie.
- Noo.. ale Louis ci pomoże. No i nie zapominaj jak coś to
ja też tutaj jestem z Liamem – zapewniła mnie z uśmiechem.
- Dzięki.
- A co z tym skurwielem?
- Sama nie wiem.
- Powinnaś to zgłosić. Wiesz o tym?
- Tak, ale..
- Nie ma żadnych ale,
Bella. On sobie zasłużył żeby go zadźgać, wykastrować, ewentualnie powiesić za
jaja, za to co ci zrobił – skrzyżowała swoje ręce pod piersiami.
- Tylko, że ja nie mam pieniędzy… Na prawnika.. Na tę całą
sprawę sądową…
- A jakbyś miała prawnika? To zrobiłabyś to?
- Do czego zmierzasz?
- Bo mam znajomego.. I rozmawiałam już…
- Tilly nie, proszę – przerwałam jej – I tak dużo wam
zawdzięczam
- Przestań pieprzyć. Chociaż z nim pogadaj.
- Muszę zapalić – palnęłam i przerwałam naszą rozmowę
pierwszym lepszym pomysłem jaki pojawił się w mojej głowie. Widziałam jak
przekręca oczami, ale zignorowałam to i wstałam z kanapy. Ruszyłam na balkon i
wyjęłam paczkę fajek z tylnej kieszeni swoich spodni. Zapaliłam jednego
papierosa i zaciągnęłam się kojącą nikotyną.
Sama nie wiedziałam skąd we mnie te wszystkie wątpliwości.
Wiedziałam, że dziewczyna ma racje, ale żeby to wszystko było takie proste jak
jej się wydawało. Powiedziałam jej. Wiedział Louis, Liam i Zayn… Ale skąd miałam
wiedzieć, że otworzę się przed kimś obcym. Bałam się.
- Bella? – usłyszałam zaniepokojony głos swojego chłopaka i odwróciłam
się w jego stronę – Wszystko w porządku? – spytał i podszedł do mnie.
- Sama nie wiem… - powiedziałam zgodnie z prawdą i spuściłam
wzrok.
On złapał mój podbródek i sprawił, że patrzyliśmy sobie w
oczy.
- Co się dzieje?
- Boję się Louis… Ja nie wiem czy dam radę otworzyć się
przed kimś obcym i to wszystko powiedzieć…
- Przecież będę obok kochanie – przytulił mnie do swojego
torsu i pocałował w czubek głowy – Spokojnie. Nie musisz z nim rozmawiać jak
nie chcesz, ale zastanów się? Dobrze?
- Okej – szepnęłam – prześpię się z tym.
- Mam być zazdrosny? – zażartował i ponownie spojrzał mi w
oczy. Uśmiechnęłam się szeroko i wszystkie złe emocje uleciały.
- Nie wiem, nie wiem… Może – zaczęłam się droczyć i
zagryzłam swoją wargę. On tylko pokazał mi rząd swoich białych zębów i po
chwili jego usta przywarły do moich. Kochałam fakturę jego warg. Zagryzłam
dolną z nich, prosząc o dostęp do środka. On rozchylił swoje usta i nasze
języki złączyły się w jednej harmonii. Chłopak złapał mnie w tali i lekko podniósł.
Oplotłam nogami jego biodra i przeczesałam rękami jego cudownie miękkie włosy.
Mruknął zadowolony i przycisnął mnie do ściany budynku. Pożądanie rosło we mnie z każdą kolejną sekundą. Przerwałam nasz
pocałunek i utonęłam na chwile w jego lazurowych tęczówkach. On puścił mi oko i zaczął całować mnie w zagłębieniu mojej szyi.
- Chyba czas wracać do domu proszę pana – szepnęłam.
- Jak panienka sobie życzy – powiedział i ponownie mnie
pocałował.
________________________
Czekam na wasze motywujące komentarze i opinię ;)