Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 08.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 08.. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 8.

  Przeczytajcie tą notkę to WAŻNE!

Wracam z ósemką i tak jak obiecałam jest nieco dłuższa. Mam nadzieje, że nie popłynęłam za mocno.

Co do kolejnego rozdziału to nie pojawi się szybko. Wszystko zależy od was. Informuję ponad pięćdziesiąt osób o nowych notkach, a komentarzy jest coraz mniej. Pod siódemką nie było nawet dwudziestu. To jest cholernie dołujące. Nie lubię pisać takich rzeczy i nigdy nie myślałam, ze bd musiała, ale jeśli nie pojawi się chociaż te 30 komentarzy to po prostu rozdział się nie pojawi. Nie chcę zawieszać bloga i naprawdę doceniam moich stałych czytelników, którym dziękuje z całego serca za komentowanie. Ale równie dobrze mogłabym wam tego nie publikować i nie dołowałabym się tym wszystkim.

Więc wszystko jest w waszych rękach. Jeśli nie chce wam się pisać długich komentarzy i wyczerpujących opinii, które znaczą dla mnie na prawdę wiele, to napiszcie chociaż słowo 'czytam'. Tyle chyba jesteście się w stanie poświęcić, nawet przez telefon.

Miłego czytania i do zobaczenia (mam nadzieje).

____________________________________________________________________________

Liam's P.O.V.:
           Jak on to sobie wyobrażał? Mojego przyjaciela chyba już do reszty posrało. Siedzieliśmy w parku na ławce i Louis popijał kolejną butelkę piwa. Moja wciąż była w połowie pełna. Po jego  wyznaniu odechciało mi się pić. Rozumiem, że Malik to skurwiel, ale po co mieszać w to wszystko tę całą szatynkę? Dziewczyna miała zajebistego pecha. Spotkać Zayna i Louisa na swojej drodze to niestety nie przelewki. 'Boże jak ja to teraz powiem Mathilde?' Nie mieliśmy przed sobą żadnych tajemnic, ale nie mogłem jej powiedzieć o planach Lou. Widać było, że Tilly polubiła tą całą Bellę. 'Po prostu zajebiście..' 
- O czym myślisz? - Lou spojrzał na mnie spokojnie. Zacisnąłem swoje dłonie w pięści.
- Jak ty sobie to wyobrażasz? Masz zamiar ją tak zwyczajnie... - kipiałem złością.
- Miałem taki zamiar - przerwał mi i spoważniał - Ale teraz to już sam nie wiem - słyszałem niepewność w jego głosie. Sam nie wiedziałem czy to dobrze, czy źle.
- Więc co zamierzasz? - dopytałem.
- I tu jest kurwa problem, bo sam już nie wiem co mam zrobić - upił kolejny łyk alkoholu - Na początku wszystko wydawało mi się banalnie proste. Widzę, że mu na niej zależy. Zupełnie inaczej patrzy na nią niż na inne laski. Znam go i to zbyt dobrze. Miałem zamiar zrobić mu dokładnie to co on mi i załatwić wszystko raz na zawsze, ale teraz.. - zawahał się - Stary ja już sam nie wiem, Mam mętlik w głowie - spuścił wzrok. Objąłem go ramieniem.
- Tęsknisz za nią? - szepnąłem - Za Clear?
- Nawet nie wiesz jak bardzo... - powiedział cicho, ale w jego szepcie było słychać przeogromny smutek i żal.
- Wiesz, że musisz w końcu pogodzić się z jej śmiercią? - bardziej stwierdziłem niż zapytałem - Weź pod uwagę też to, że wina leży także i po jej stronie... Louis zacznij żyć jak dawniej - poklepałem go po plecach.
- I to mnie wkurwia jeszcze bardziej. Po co ona to zrobiła? ach.. Nie wyobrażasz sobie jak bym chciał żyć tak jak kiedyś, ale to mnie czasem zwyczajnie przerasta - skończył piwo i rzucił butelką o chodnik. Szkło robiło się na miliony kawałków i rozleciało po chodniku. Wstał z miejsca i ruszył do samochodu. Wyrzuciłem swoje niedokończone piwo do śmietnika i ruszyłem za przyjacielem. Wsiedliśmy do jego samochodu. Przez całą drogę panowała cisza. Widziałem, że jest mu cholernie ciężko, dlatego się nie odzywałem. Kiedy dojechaliśmy pod mój dom, spojrzałem na Louisa. Był kompletnie nieobecny i patrzył w jakiś punkt przed siebie. Jego zaciśnięte palce na kierownicy pomału stawały się białe. Poklepałem go po plecach i wysiadłem z auta. Stanąłem na chodniku, a Tommo szybko odjechał. Wiedziałem, że potrzebował samotności. Miałem tylko nadzieje, że nic nie odwali. Gdy straciłem czarny samochód z oczu, skierowałem się w stronę drzwi. Wszedłem do domu i zdjąłem swoje buty. Rozejrzałem się po salonie, ale nigdzie nie widziałem mojej dziewczyny.  Ruszyłem do kuchni. Mathilde właśnie pichciła coś na obiad. Oparłem się o framugę drzwi i obserwowałem jej każdy ruch. Na mojej twarzy od razu zagościł uśmiech. Nie miałem pojęcia jak ona to robiła, ale przy niej zawsze zapominałem o całym świecie. Liczyła się tylko ona. Moja Tilly.
- Boże - podskoczyła zaskoczona, ale po chwili uśmiechnęła się promiennie - Długo tak stoisz?
Zaśmiałem się pod nosem i podszedłem do niej. Podniosłem ją delikatnie i posadziłem na kuchennym blacie. Stanąłem pomiędzy jej długimi nogami, a ona zarzuciła na mój kark swoje ręce. Przysunęła mnie mocno do siebie, zaciskając nogi na moich biodrach. Nie mogąc się powstrzymać wpiłem się w jej smakowite usta. Były jak jedwab. Dotyk jej warg całkowicie odebrał mi zdolność zdrowego myślenia. Zacisnąłem swoje dłonie na jej biodrach, a ona zanurzyła swoje w moich włosach. Pociągnęła je lekko co sprawiło, że mruknąłem prosto do jej rozchylonych warg. Wpiłem się w jej usta ponownie i zagryzłem delikatnie jej dolną wargę. Czułem coraz większe pożądanie i do naszego pocałunku dołączyły nasze języki. Każde ich spotkanie doprowadzało mnie do większego wrzenia. Ponownie splotła palce na moim karku, przyciągając mnie mocniej do pocałunku. Moje dłonie wsunęły się pod jej pośladki, unosząc ją do góry. Odruchowo oplotła mnie mocniej nogami, przygryzając lekko moją wargę, gdy poczuła mnie tak blisko... Podążyłem szybko na górę, miażdżąc jej usta namiętnymi pocałunkami i ocierając się o nią moim spragnionym przyjacielem. Nie panując kompletnie nad sobą położyłem ją na łóżku, ale po chwili to ona znalazła się na górze. Z każdym jej kolejnym ruchem przechodziły mnie dreszcze i fale gorąca. Zdjęła ze mnie moją koszulkę i błądziła językiem po moim nagim torsie. Jej każdy, nawet najmniejszy dotyk mnie parzył. W kilka minut pozbyliśmy się całej swojej garderoby i przewróciłem naszymi ciałami. Znów byłem na górze. Spojrzałem w jej piękne oczy. Widziałem w nich pożądanie i miłość. Była taka piękna. Nachyliłem się nad jej piersiami i delikatnie zagryzłem jednego z jej sutków. Dziewczyna lekko wygięła swoje plecy i przyśpieszyła swój oddech. Przyciągnęła mnie do siebie i mocno naparła na moje usta.
- Liam! - jęknęła prosto w moje wargi. Ocierała się o mnie coraz bardziej niecierpliwie. Ponownie ją pocałowałem i sięgnąłem ręką do szuflady w szafce nocnej. Sekundę później rozrywałem opakowanie sprawnym ruchem. Oplotła mnie nogami przywierając całym ciałem, a gdy docisnęła biodra...
- O boże.. - jęknąłem.
Kiedy jej gorące wnętrze otulało mnie całego pulsując, dostarczała mi nieopisanej rozkoszy. Naparłem na jej ciało jeszcze mocniej i poruszałem się w niej coraz szybciej. Jej urywane jęki sprawiały, że chciałem coraz więcej. Czułem zbliżający się finał i nic nie mogło mnie powstrzymać przed jego osiągnięciem...

Louis' P.O.V.:
             Kiedy zostawiłem przyjaciela pod jego domem, od razu odjechałem do siebie. Nie miałem odwagi spojrzeć Mathilde w oczy. Zamknąłem się w swoim mieszkaniu i podszedłem do niewielkiego barku. Wyjąłem pełną butelkę wódki i ruszyłem na balkon. Zdjąłem z siebie bluzę i usiadłem na zimnych płytkach. Oparłem się o ścianę i wyjąłem z kieszeni spodni paczkę fajek. Zapaliłem pierwszego papierosa i rozkoszowałem się jego nikotynowym smakiem. Panująca wokół mnie cisza tylko mnie irytowała. Chciałem być sam, ale jednocześnie wkurwiała mnie ta nicość wokoło. Rzuciłem spalonego peta za barierkę i otworzyłem butelkę. Wypiłem spory łyk alkoholu i mój przełyk wypełnił przyjemny smak goryczy. Myśli w mojej głowie delikatnie się uspokoiły. Spojrzałem na las w oddali  i nie wiem jakim cudem, ale widziałem tam Clear. Przetarłem swoje powieki i wypiłem kolejny łyk wódki. Z każdym kolejnym jej obraz był coraz wyraźniejszy i pojawiał się coraz bliżej. Nie wiem kiedy, ale niedługo potem butelka stała się pusta. Już chciałem wstać i iść po kolejną, ale słyszałem dosyć głośny szum i kręciło mi się w głowie. Oparłem się zrezygnowany ponownie o ścianę i zapaliłem kolejnego papierosa. Po chwili naprzeciwko mnie ujrzałem siedzącą Clear. Jej piękne oczy wpatrywały się we mnie. Przez alkohol w moich żyłach rzeczywistość mieszała mi się z moją wyobraźnią.
- Clear.. - szepnąłem, a na jej pięknych ustach pojawił się uśmiech. 'Boże co się ze mną dzieje...' Poczułem przyjemny powiew na policzku i zobaczyłem dłoń Clear na mojej twarzy. Zamknąłem oczy. Ten jeden wyimaginowany gest sprawił, że wszystko wróciło do mnie jak za pomocą jakiejś czarodziejskiej różdżki...

 ~*~
           Leżałem spokojnie na kanapie, gdy nagle zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu zobaczyłem zdjęcie przyjaciela.
- Co jest Zayn? - spytałem spokojnie.
- Chodź się zabawimy. Jestem w klubie. Dołączysz? - jego język już zaczynał się plątać.
- Spoko, zaraz będę - palnąłem i zakończyłem połączenie.
Zabrałem swoją bordową bluzę z wieszaka i zamknąłem mieszkanie. Wsiadłem w samochód i po jakiś dziesięciu minutach byłem pod ulubionym klubem Malika. Wysiadłem z pojazdu i ruszyłem do wejścia. Od progu powitała mnie głośna muzyka i tłum pijanych ludzi. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i zacząłem szukać przyjaciela. Siedział na jednej z kanap, a na jego kolanach dostrzegłem..
- Clear? - szepnąłem pod nosem.
Nie mogłem uwierzyć w to co widziałem. Zayn bawił się jej włosami i szeptał coś do ucha, a ona śmiała się z jego głupich historyjek. Po jej pięknych błękitnych oczach widziałem, że jest już nieźle wstawiona. Zacisnąłem pięści i podszedłem do stolika.
- O cześć stary - przywitał się Mulat, a Clear momentalnie się od niego odsunęła.
- Czego chciałeś Malik? - zapytałem pełen złości.
- Spokojnie stary. Clear była samotna to ją przytuliłem - na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Spojrzałem na brunetkę i nie mogłem uwierzyć w to, w jakim była stanie. Widziałem zakłopotanie na jej twarzy.
- Tak w ogóle to co ona tu robi? - zwróciłem się do przyjaciela.
- Zaprosiłem ją - powiedział pewnie - Po co miała siedzieć w domu. Lepiej się zabawić.
- Ty się nie umiesz bawić. Nie znasz umiaru, stary - oparłem ręce na kanapie.
- Oj tam. Wyluzuj przyjacielu - sięgnął po butelkę i napił się sporego łyka.
Nie wiele myśląc podszedłem do baru i zamówiłem sobie schłodzonego alkoholu. Usiadłem na stołku i po chwili podeszła do mnie Clear.
- Lo-uis, ja-a cię stra-a-sznie prze-e-praszam - ledwo wydukała i już chciała mnie pocałować, ale położyłem palec na jej ustach.
- Wiesz, że Zayn to nie jest towarzystwo dla ciebie. Jeszcze powtórzysz moje słowa - złapałem butelkę piwa i wstałem obrażony. Brunetka wróciła zrezygnowana do Malika i usiadła na jego kolanach. Miałem ochotę podejść i mu przyjebać. Wiedział co do niej czuję i bawił się mną. Znowu... Usiadłem w rogu sali i obserwowałem ich ruchy. Zayn wyjął małe saszetki ze spodni i pochwalił się wszystkim, że jest w posiadaniu narkotyków. 
- Jezu jaki ty jesteś żałosny Zayn.. - szepnąłem pod nosem i upiłem kolejny łyk alkoholu. 
Nie mogłem uwierzyć, kiedy zobaczyłem zadowoloną minę Clear. Zabrała z jego ręki paczuszkę i w podziękowaniu złożyła pocałunek na ustach Mulata. Po kilku minutach oboje wciągali biały proszek i śmiali się do siebie. Przekląłem pod nosem i prawie wybiegłem z klubu. Na mojej drodze stanął mi Liam.
- Tommo wszystko w porządku? - spojrzał mi w oczy.
- Już nic nie jest w porządku - burknąłem i opuściłem klub. 
Wsiadłem do samochodu i zacząłem walić rękoma w kierownicę. Niespodziewanie do samochodu wsiadł Liam.
- Stary zostawisz ją tam? - spytał.
- A co ja mogę zrobić? Widocznie już wybrała - powiedziałem zrezygnowany.
- Idź ją stamtąd zabierz i pojedziemy do mnie! - krzyknął na mnie i czekał aż się ruszę. Wziąłem głęboki wdech i wysiadłem z samochodu. Ponownie wszedłem do klubu i podszedłem do Zayna. Spojrzałem mu prosto w oczy i przyjebałem mu z całej siły w twarz. Złapałem rękę Clear i zacząłem wyprowadzać ją z klubu. 
- Louis puść mnie! - krzyknęła.
- OK. Ale odpowiedz mi na jedno pytanie - spojrzałem w jej oczy - On czy ja?
- Chyba żartujesz.
- Wyglądam na kogoś kto żartuje? Mam już tego dość Clear. Mówisz, że mnie kochasz, a potem kleisz się do Zayna. On czy ja? - nie ustępowałem.
- Jaa.. Niee..
- Odpowiedz!
- On.. - szepnęła, a ja momentalnie puściłem jej rękę i ruszyłem do samochodu - Louis!
- Pierdol się z nim i zostaw mnie w cholerę - powiedziałem i kopnąłem pobliski śmietnik z całej siły. Zamknąłem oczy i poczułem jak słona łza spływa mi po policzku. Wytarłem ją szybko i oparłem się o swój samochód. Po chwili podszedł do mnie Liam i objął mnie przyjaźnie. Nic nie mówił i w myślach dziękowałem mu za to. Zapaliłem papierosa i patrzyłem na zapłakaną dziewczynę. Przełknąłem głośno ślinę i rzuciłem spalonego peta na ziemię. Przydeptałem go i wsiadłem do swojego auta. Zacisnąłem palce na kierownicy i nie mogłem uwierzyć, że wybrała jego. Ponownie spojrzałem w jej kierunku. Dziewczyna opadła na kolana i płakała na drodze. Po chwili podszedł do niej Mulat. Podniósł ją z ziemi i zaciągnął do swojego samochodu.
- Co Louis cię zostawił? Myślisz, że się tobą zaopiekuję.. Biedactwo - szydził z niej Malik - Musisz zapłacić mi za towar maleńka. Nie ma nic za darmo. 
- Ale mówiłeś.. - zaczęła się tłumaczyć, a on tylko wybuchnął śmiechem. Złapał ją za rękę i namiętnie pocałował. Kiedy się od niej odkleił, pomógł jej wsiąść do auta. Malik szybko obszedł samochód i zanim wsiadł spojrzał jeszcze w moim kierunku. Uśmiechnął się chytrze i wpakował swój tyłek do pojazdu. Odjechał po chwili i zniknął mi z oczu.
- Jeszcze się policzymy Malik - szepnąłem przez zaciśnięte zęby.
~*~

           Siedziałem zamyślony i wpatrywałem się w obraz Clear. 
- Czemu to zrobiłaś? Czemu on? Czemu? - pytałem jak zaprogramowany. A ona tylko się śmiała. Wyciągnąłem rękę w jej stronę i chciałem zrobić to co ona. Już łapałem za jej policzek, ale moja dłoń rozmazała jej twarz jak jakąś mgłę. Próbowałem wytężyć wzrok i po chwili twarz Clear zamieniła się w Isabelle...