Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 05.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 05.. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 sierpnia 2013

Rozdział 5.

No to mamy piątkę :P
Mam do was prośbę. Na dole, obok obserwujących dodałam ankietę. Mam nadzieje, że zaznaczycie odp, bo chciałabym wiedzieć ile was czyta moje wypociny : )
Z góry dziękuje :**

Liczę, że podzielicie się ze mną swoją opinią w komentarzach : )
__________________________________________________________________________

          Byłam przerażona. Nie spodziewałam się po Zaynie takiego zachowania. Nie byłam pewna czy jest to spowodowane alkoholem, czy to już dla niego codzienność. Doszło do mnie, że prócz nazwiska kompletnie nic o nim nie wiedziałam i był dla mnie niepoznaną tajemnicą. Stojąc przywarta do ściany, szarpałam się z nim i staram osłonić głowę przed jego atakami. Chciałam uniknąć wszystkich widocznych blizn. Był cholernie silny. Kurwa był taki pomocny, a teraz mnie bił. Nic z tego nie rozumiałam. Miał przede mną przewagę, ale nie chciałam się poddać. Ukrywałam też swój strach i starałam się zachować zimną twarz. Kiedy się tak z nim siłowałam, zrozumiałam jaką idiotką byłam. Czemu tak łatwo mu zaufałam? Już przy pierwszych wątpliwościach powinnam zwiać, ale nie ja ślepo wierzyłam, że on da mi utracone bezpieczeństwo.
- Zostaw mnie! - krzyczałam, a on tylko zaczął się śmiać.
- Nie uciekniesz ode mnie Isabella! Nie pozwolę ci, rozumiesz? Będziesz tylko moja! - gadał jak zaprogramowany.
- Nigdy! - powiedziałam przez zęby.
- Nawet nie wiesz ile o tobie wiem, słoneczko - przesunął ręką po moim policzku, a ja szybko odwróciłam twarz - Luke znalazł kilka cennych informacji na twój temat - uśmiechnął się chytrze, a ja zastygłam sparaliżowana jego słowami. On przysunął swoją twarz do mojej szyi. Zagryzł kawałek mojej skóry i zostawił na niej sporą malinkę.
- Co wiesz?! - złapałam go za szyję - Mów!
On tylko się śmiał. Miałam zbyt mało siły. Byłam przy nim nikim.
- Wszystko! - posłał mi kolejną falę bólu. Zacisnął moje nadgarstki i przywarł je do ściany nad moją głową. Czułam się kompletnie bezsilna.
W pewnej chwili zauważyłam za Zaynem stojącego bruneta. Tego samego, który obserwował mnie w klubie. Spojrzałam w jego lazurowe oczy i próbowałam wyczytać jego zamiary. Niestety umiejętnie zachował pokerową twarz. Trzymał palec na ustach na znak bym siedziała cicho. Przełknęłam głośno ślinę i czekałam na jego ruch. Chłopak klepnął Mulata po ramieniu. Zayn odwrócił się szybko.
- Tomlinson?! - zdziwił się. Czyli się znali. Ciekawe...
- Malik kope lat - posłał mu sztuczny uśmiech.
- Wypierdalaj stąd Louis, bo tobie też coś zrobię - powiedział. Brunet tylko się chytrze uśmiechnął - A co tam u Clear? - dodał Mulat i zaczął się śmiać. Widać było ze wspomnienie tego imienia wywołało u bruneta skrajne emocje. Uśmiech zniknął z jego twarzy, a w oczach pojawiła się przeogromna złość. Przymknął swoje powieki i mocno zacisnął pięści. Zamachnął się i przyjebał z całej siły Mulatowi w twarz. Zayn zachwiał się i upadł na ziemię. Louis zaczął kopać go z całej siły w brzuch, a Zayn tylko jęczał z bólu. Stałam zaskoczona i kompletnie nie mogłam się ruszyć. Brunet bił go coraz mocniej. Przez chwilę myślałam, że go zabiję. Jednak parę minut później on siedział na ciele Mulata i złapał go za szyję.
- To tylko rozgrzewka Malik. Nie myśl, że ja zapomniałem. Ja nigdy nie zapomnę, skurwysynu - walnął go jeszcze raz pięścią w twarz i rzucił nim mocno o ziemię. Wstał i chwycił moją rękę. Pociągnął mnie i poszedł szybko przed klub.
- Puść mnie! - krzyknęłam, a on o dziwo mnie posłuchał. Poszedł dalej i zapalił papierosa. Upadłam na ziemię. Złapałam swój nadgarstek i zaczęłam delikatnie rozmasowywać bolące miejsce. Poczułam, że w moich oczach zbierają się łzy. 'Tylko nie to'. Zastanawiałam się co mam zrobić. Rozejrzałam się po okolicy. Gdzie iść? - pytałam sama siebie.
- Zamierzasz tak siedzieć na środku ulicy? - spytał już spokojniej. Otworzył drzwi do swojego wielkiego, czarnego samochodu i pokazał bym wsiadła.
- Myślisz, że wsiądę? W ogóle cię nie znam - wstałam spokojnie i splotłam swoje obolałe ręce pod piersiami.
- Nic ci nie zrobię.
- On też tak mówił - skierowałam swój wzrok w stronę miejsca poprzednich wydarzeń. Wziął głęboki wdech.
- Zabiorę cię do moich znajomych. Nie będziemy sami, więc jak coś będziesz miała świadków - dokończył palić papierosa i zdeptał peta - No chyba, że wolisz to zawiozę cię do twojego Malika.
- On nie jest mój. Ale i tak kurwa będę musiała tam wrócić - spuściłam wzrok - Są tam wszystkie moje rzeczy, a do tego on wie coś czego nie powinien.
- Jak to Zayn - zaśmiał się głośno - Jego jedyną bronią jest mieć na kogoś haka, ale to się zmieni - przy ostatnich słowach ściszył głos.
- Wiesz co? - spojrzał na mnie swoimi błękitnymi tęczówkami - Mam ochotę się najebać - uśmiechnęłam się lekko, a on odwzajemnił mój gest.
- W sumie to ja też - zagryzł wargę i ruszył do klubu - Chodź - otworzył drzwi. Ruszyłam niepewnym krokiem i weszłam do środka. Pragnęłam spić się w trupa i choć na chwilę o wszystkim zapomnieć. Miałam już serdecznie dość otaczającego mnie świata.

Louis’ P.O.V:
          Puściłem ją przodem. Dziewczyna zajęła jakiś wolny stolik i wezwała kelnerkę. Usiadłem naprzeciwko niej i wpatrywałem się w jej twarz. Czułem się trochę lepiej po spraniu dupy Malikowi. Miałem na to ochotę od bardzo dawna. Mimo to nie chciałem zabić tego skurczybyka. Tylko bym mu pomógł. Mnie zadowoli jedynie zemsta. Ponownie spojrzałem na szatynkę i zacisnąłem swoje pięści pod stołem. Pstryknąłem lekko obolałymi palcami. Czemu tak mu na niej zależało? - zacząłem się zastanawiać. Była w zupełnie nie jego stylu. On od zawsze wolał jakieś pomarańczowe od tapety blondyny z wielkimi cyckami, a tu proszę. Czyżby nasz Zaynuś się zakochał? Uśmiechnąłem się pod nosem. Jeśli tak to tylko ułatwi mi zadanie.
           Do naszego stolika podeszła szczupła brunetka.
- Co podać? - spytała. Spojrzałem na Isabelle i dałem jej pierwszeństwo.
- Wódkę - uśmiechnęła się - Dużo wódki - dodała, a ja zacząłem się śmiać.
- Ja poproszę to samo - zwróciłem się do kelnerki - A i jakiś sok pomarańczowy - dodałem. Dziewczyna już chciała odejść, ale Bella ją zatrzymała.
- Przepraszam, a czy macie paczkowany lód?
- Tak.
- To po proszę jeszcze dwie paczki - dodała, a ja zastanawiałem się po co jej tyle tego chujostwa.
Gdy kelnerka przyniosła zamówienie, dopiero do mnie dotarło. Szatynka położyła lód na stole i położyła na nim swoje obolałe nadgarstki. Usłyszałem z jej ust cichy odgłos ulgi. Złapałem pierwszą butelkę czystego trunku i nalałem nam do szklanek.
- Wolisz z sokiem czy bez? - spytałem.
- Bez. Dzięki - złapała szklankę i wypiła całość jednym duszkiem. Na jej twarzy nie zauważyłem żadnego grymasu. Uśmiechnąłem się. Skubana - pomyślałem. Nie mogąc się nadziwić jej zdolnościami, chwyciłem swoją porcje i upiłem wszystko powoli. Potem sok pomarańczowy na popitkę i mój mózg był w niebie. Moje nerwy delikatnie się uspokajały, a myśli schodziły na dalszy plan. Nie zastanawiając się długo, nalałem nam dokładki i spojrzałem na moją towarzyszkę z uśmiechem. Ona oblizała swoje usta i wypiła zawartość jednym duszkiem. Tym razem lekko się skrzywiła i chwyciła karton soku ze stołu. Upiła łyk z gwinta i pokazała mi język.
- Dwóch bez popity nie dam rady - dodała, a ja się uśmiechnąłem.
- To dobrze, bo zacząłbym się ciebie bać - powiedziałem i wypiłem swoją porcję. Ona zaśmiała się cicho i spokojnie masowała swoje ręce - Boli?
- Już nie tak bardzo. Lód zawsze działa cuda - spuściła wzrok - Mogę cię o coś zapytać?
- Wal - palnąłem i zacząłem nalewać nam po kolejnej szklance.
- Skąd znasz Malika? - zapytała niepewnie.
- Chodziliśmy razem do szkoły i tak jakoś wyszło - odpowiedziałem krótko, wiedziałem, że nie jest zadowolona z mojej odpowiedzi - Teraz moja kolej - zagryzłem wargę, a ona tylko kiwnęła głową - Jak to się stało, że wy się znacie? Nie widziałem cię w tych okolicach.
- Hmm.. Jestem w Londynie dopiero od kilku dni. Zayn zaoferował mi pomoc, a ja głupia ją przyjęłam - powiedziała zrezygnowana.
- Skąd ja to znam - szepnąłem, a ona wypiła kolejną porcję. Malik chyba nie miał w swoim życiu innych znajomości, jak tylko takich co opierały się na jego wspaniałomyślnej pomocy. Skurwysyn wiedział jak się w życiu ustawić. Zaśmiałem się i dolałem jej ponownie.
- Jestem idiotką prawda? - spytała.
- Wiesz mi się tam podobało jak przyjebałaś mu w twarz po waszym pocałunku - pokazałem jej język.
- Taa.. Jeszcze mnie ręka piecze - uśmiechnęła się - Kto to jest Clear? - dodała, a ja zamarłem. Nie chciałem rozrywać ran i zastanawiałem się jak z tego wybrnąć - Nie chcesz to nie mów - szepnęła.
- Nie po prostu teraz moja kolej na pytanie - próbowałem zachować spokój. Widziałem, że nie zbyt wierzy w moje słowa - Co cię sprowadziło do Londynu? - Trafiłem w czuły punkt. Teraz to ona zamarła i spuściła wzrok. Wypiła kolejną szklankę wódki i przełknęła głośno ślinę.
- Uciekłam z domu - wydusiła z siebie. Zaskoczyła mnie trochę. Myślałem, że nie powie. Jak widać była w tym lepsza ode mnie - Dobra koniec pytań - dodała i zabrała mi z rąk butelkę wódki. Wypiła z gwinta sporą ilość.
- No to teraz nie masz wyjścia, ale zabieram cię do moich znajomych - powiedziałem.
- Ale u Malika są wszystkie moje rzeczy.. I.. Ja muszę dowiedzieć się co ten chuj wie - walnęła pięścią stół.
- Spokojnie - napiłem się soku - Wrócisz do tego chuja jutro. Nie mam zamiaru cię zatrzymywać. Zrobisz co chcesz. On na trzeźwo znów będzie normalny, zobaczysz - zapewniłem ją. Zauważyłem, że była lekko zaskoczona moim ostatnim zdaniem.
- Wiesz co? - napiła się kolejnego łyka alkoholu, znów prosto z butelki - Nie wiem czy to alkohol czy co, ale mam to w dupie - złapała się za głowę. Była już nieźle pijana - Zabierz mnie do tych twoich znajomych. Mam nadzieje, że mnie nie wypierdolą i dadzą mi choć trochę dywanu, żebym mogła się przespać - gadała jak najęta.
- Sądzę, że jak nie będziesz rzygać to nawet kanapę ci pozwolą zająć - uśmiechnąłem się i pomogłem jej wstać. Ruszyliśmy wolnym krokiem w stronę wyjścia. Zapłaciłem za nas i zaprowadziłem Isabelle do swojego samochodu. Zapiąłem jej pas i zająłem miejsce kierowcy. Przetarłem swoje oczy i wziąłem głęboki wdech. Po chwili usłyszałem ciche chrapanie. Spojrzałem na dziewczynę. Jak się okazało zasnęła. Wyjąłem z kieszeni spodni telefon i zadzwoniłem do przyjaciela. W słuchawce odezwała się jego dziewczyna - Mathilde.
- Cześć Lou - powitała mnie przyjaźnie - Liam bierze prysznic. Coś mu przekazać?
- Mogę was odwiedzić? - spytałem słodko żeby ją przekonać.
- Pewnie - zaśmiała się.
- Nie chce wam przeszkadzać w nocnych igraszkach, ale mam ze sobą znajomą.
- Lou, bo cię walnę przez tą słuchawkę - zaczęła się śmiać - Przywieź ją. Znając ciebie to spiłeś dziewczynę w trupa - dodała i się rozłączyła. Jak ona dobrze mnie zna - powiedziałam w myślach i odpaliłem samochód.

          Gdy wreszcie dojechałem pod dom moich przyjaciół, usłyszałem, że Isabella szepcze coś przez sen. Uśmiechnąłem się pod nosem. Przy niej byłem jakiś dziwnie spokojny. Zaparkowałem auto na podjeździe i odpiąłem pas. Przekręciłem głową na prawo i lewo, a moja szyja wydała z siebie przyjemny dźwięk przesuwających się kości. Wziąłem głęboki wdech i wysiadłem z samochodu. Zamknąłem za sobą drzwi i oparłem się o samochód. Wyjąłem z kieszeni zgniecioną paczkę fajek i wyciągnąłem jednego papierosa. Wsadziłem go do ust i powoli odpaliłem. Zaciągnąłem się nikotynowym dymem, a on zajął przez sekundę moje myśli. Stałem jak w transie i upajałem się przyjemną ciszą. Parę minut później rzuciłem spalonego peta i zdeptałem go na chodniku. Ponownie zaczerpnąłem powietrza i podszedłem do drzwi pasażera. Otworzyłem je po cichu i odpiłem pas szatynki. Delikatnie wziąłem ją na ręce i zamknąłem auto. Była taka lekka. Aż nie mogłem się na dziwić. Szybkim krokiem ruszyłem pod próg domu. Zapukałem cicho i wszedłem do środka. Uwielbiałem ten dom. Czułem się jak u siebie. Wkroczyłem do salonu i zobaczyłem cudowny obraz. Liam wtulony w Mathilde bawił się jej brązowymi lokami. Ona rysowała swoim palcem jakieś wzory na jego klatce piersiowej. Byli ze sobą od dobrych trzech lat, a zachowywali się jak stare, dobre małżeństwo. 
- No cześć gołąbeczki - powiedziałem słodkim głosem. Oni spojrzeli się na mnie w tym samym czasie.
- Tommo! - krzyknęła Mathilde i podeszła do mnie. Już chciała mnie przytulić, ale się powstrzymała, gdy spojrzała na Isabelle - Coś ty jej zrobił?
- Sama chciała się najebać - zacząłem się śmiać - W sumie to chyba ją polubisz. Pije tylko wódkę i to litrami - pokazałem lokowanej język. Ona tylko przewróciła oczami.
- Zanieś ją do pokoju na górze - poleciła i ruszyła do kuchni - Chcesz coś do picia? - krzyknęła, gdy byłem na schodach.
- Tak, herbatę - powiedziałem i wszedłem do swojego pokoju. Często w nim spałem, więc już przywykli do tego, że traktuje go jak swój. Czasem nie miałem ochoty wracać do swojego pustego mieszkania i przyjeżdżałem spać tutaj. Zawsze te wygodne łóżko czekało wolne dla mnie. Lubiłem ten pokój. Położyłem dziewczynę na łóżku i zdjąłem jej szpilki. Przykryłem ją kołdrą i zamknąłem za sobą drzwi. Zbiegłem na dół po schodach i wpadłem do kuchni. Chwyciłem butelkę wody i wypiłem pół jej zawartości. Odetchnąłem lekko i skierowałem się do salonu. Para siedziała razem na kanapie i wpatrywała się w ekran telewizora. Opadłem na fotel i próbowałem skupić się na filmie.
- To ta dziewczyna od Zayna? - spytał przyjaciel.
- Taa.. Chuj ją bił ,więc odrobinę jej pomogłem - uśmiechnąłem się zadziornie.
- Coś ty mu znowu zrobił? - spojrzał na mnie spode łba.
- Nie mów, że jesteś po jego stronie - podniosłem głos - Kurwa, miał ją zabić?! - tym razem krzyknąłem.
- Louis uspokój się - szepnęła Mathilde. Przetarłem swoją twarz dłońmi i mocno zaczerpnąłem powietrza - Ja idę spać, nie chcę mi się słuchać waszych kłótni - podsumowała i pocałowała Liama na pożegnanie. 
- Dobranoc słońce - szepnął do niej. Ona spokojnie wyszła z salonu i ruszyła na górę. Kiedy tylko usłyszeliśmy dźwięk zamykanych drzwi Liam kontynuował - Pojebało cię do reszty? Po co żeś ją tu przywiózł? - krzyknął. Jednak wolałem jak była z nami Mathilde - przeszło mi przez głowę. Ona miała jakiś uspokajający wpływ na niego.
- Co miałem ją kurwa zostawić samą z tym pojebańcem? - spojrzałem mu w oczy. 
- No nie, ale... nieważne.
- No widzisz. Poza tym mam plan - szepnąłem pod nosem.
- Czego?
- Zemsty - spojrzałem znów na przyjaciela. Kipiał złością. Niedobrze.
- Co ci znów przyszło do głowy? - próbował powiedzieć spokojnie, ale mu nie wyszło.
- Zrobię mu to samo co on mi! - krzyknąłem i wyszedłem na taras. Wyjąłem paczkę fajek i opaliłem papierosa. Usiadłem na zimnych płytkach i próbowałem się uspokoić. Po chwili przysiadł obok mnie Liam z butelką wódki. 
- Daj jednego - powiedział, a ja podałem mu szluga. Brunet zapalił papierosa i oparł głowę o ścianę. Otworzył butelkę i wypił pierwszy łyk alkoholu. Zabrałem go od niego i sam wypiłem sporą porcję. Alkohol rozszedł się po moim przełyku. 
- Zależy mu na niej, co? - szepnął, a ja kiwnąłem głową - To dziwne wydaje się zbyt normalna jak na niego - musiałem mu przyznać rację - Naprawdę chcesz to zrobić? - spojrzał na mnie.
- Tak - powiedziałem, ale sam słyszałem niepewność w swoim głosie. Upiłem kolejnego łyka wódki i podałem butelkę przyjacielowi.